Kiedy we wrześniu 1983 r. Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło poufny sondaż na temat stanu wojennego, okazało się, że 48 proc. Polaków oceniło negatywnie wydarzenia z 13 grudnia 1981 r., ale równocześnie aż 43 proc. było przeciwnego zdania . Z większości fragmentów poświęconych nastrojom społecznym w latach 1982–1983 wyłania się obraz społeczeństwa bardziej zmęczonego niż zastraszonego. Zmęczonego trudnościami dnia codziennego, a zwłaszcza nieustanną pogonią za żywnością, odzieżą, środkami higieny osobistej czy artykułami przemysłowymi. „Przed wojną i po wojnie każda kobieta potrafiła zrobić mydło. Dziś wydumaliśmy, że jego nie zrobimy bez jakiegoś wsadu importowego, że do tego potrzeba specjalnych tłuszczów” – mówił w marcu 1982 r. cytowany w rozdziale dotyczącym Lubelszczyzny tamtejszy I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR Władysław Kruk, przekonując, że braki mydła na rynku wynikają z nadmiernego uzależnienia polskiej gospodarki od złowrogiego Zachodu. Tego rodzaju myślenie było wyjątkowo żywe w szeregach partyjno-wojskowego establishmentu. „Tow. Tadeusz Czechowicz zwrócił uwagę na konieczność zwiększenia produkcji substytutów kawy i herbaty” – zapisano w protokole jednego z posiedzeń Biura Politycznego w kwietniu 1982 r.
Poczucie beznadziei, jakie ogarnęło znaczącą część Polaków, potęgowały też prasa, radio i telewizja, w których nieustannie przekonywano obywateli, że władze dążą do rzeczywistej reformy gospodarczej oraz „konstruktywnego” dialogu prowadzonego na forum komitetów ocalenia narodowego, a następnie PRON. Rezultatem realizowanej przez ekipę Jaruzelskiego polityki „porozumienia i walki” była trwająca przez całą dekadę lat osiemdziesiątych emigracja z Polski, która wedle niektórych szacunków objęła około miliona obywateli. Nieprzypadkowy był też, wspominany w kilku rozdziałach, wzrost nielegalnej produkcji alkoholu. W Suwałkach, wedle szacunków MO, miał on sięgać nawet tysiąca procent.